niedziela, 27 maja 2012

Po co jeszcze szkoła?


Zdaniem profesora Aleksandra Nalaskowskiego szkoła powinna pełnić trzy funkcje: adaptacyjną, rekonstrukcyjną i funkcję emancypacyjną. W jednym z ostatnich wywiadów dokładnie wyjaśnia i przekonuje, że pierwsza służy przygotowaniu dziecka zarówno pod względem wiedzy, jak i wychowania do rozumienia oraz funkcjonowania w świecie, który zastaje. Przypomina, że szkoła nie jest kursem przygotowawczym na studia. Wspólnie z rodzicami musi pomóc dziecku zbudować i przyjąć pierwszy depozyt wartości. Dom uczy szacunku dla ludzi, obyczajów i miejsc. Szkoła ten depozyt umieszcza w kontekście wiedzy i świata. Funkcja druga, czyli rekonstrukcyjna, polega na odtwarzaniu, rozumieniu oraz akceptacji wartości ważnych dla świata rodziców. Ona pomaga dziecku poznać jego współrzędne i daje umiejętność zakotwiczenia się w tradycji. Natomiast funkcja emancypacyjna oznacza umiejętność twórczego przekształcania otoczenia w taki sposób, aby forma nie przerastała treści, nie pozbawiała jej myśli, nie była działaniem dla działania, z nudów, dla łatwych efektów. Profesor jest przekonany, że po sposobie realizacji tych trzech funkcji poznajemy jakość szkoły i jej absolwenta.

Zbyt rzadko zadajemy sobie pytanie o powód uczęszczania uczniów do szkoły. Wielu pytanych o to nauczycieli jest zdziwionych, a jeszcze więcej oburzonych takim postawieniem sprawy. Kiedy pytam o to swoich studentów, pojawia się konsternacja. Twierdzą, że wiadomo, bo wszystko zapisane jest w podstawie programowej. Konkretnej odpowiedzi jednak nie słyszę. A przecież coraz częściej pytania o sens zadają rodzice. Nie wystarczy im deklaracja, że szkoła dobrze przygotowuje do zewnętrznych egzaminów. Szukają szkoły, która potrafi zarządzać kapitałem uczniowskich talentów. Pytanie o sens uczęszczania do szkoły i powód wykonywania konkretnych poleceń zadają też uczniowie. I to coraz częściej. Co im odpowiadamy? Z rzeszy 600 tysięcy nauczycieli każdy próbuje przekonać do swojego przedmiotu, podaje powody, dla których warto się uczyć. Tłumaczy sens uczęszczania codziennie do szkoły. Jak brzmi ten cel, co słyszą uczniowie? 
600 tysięcy nauczycieli to ogromna siła, która jest w stanie zmienić obraz polskiej szkoły i narodowej edukacji. Warto zdać sobie sprawę z tego potencjału. Wielu twierdzi, że cały czas jest niewykorzystany i marnowany. A sami nauczyciele - zdaniem wielu - okazują bierność w tworzeniu szkoły nowej generacji. Być może są bezsilni wobec systemu, który doprowadził już do wielu absurdów. Nauczyciele formatują uczniów wg wystandaryzowanych programów, wystandaryzowanych egzaminów i wystandaryzowanych metod pracy. Brakuje miejsca na rozwój indywidualnego potencjału ucznia, bo skupiamy się na jego brakach i deficytach oraz strategii rozwiązywaniu testów. Dziś nauczyciele kształtują według formatów znanych im z ich własnej edukacji. Jak więc realizowane przez nauczycieli cele wpisują się w funkcje i zadania szkoły wymienione przez prof. Nalaskowskiego? Wszystko to ważne w kontekście zadawanych pytań o sens uczęszczania do szkoły, o wartość egzaminów, szczegółowych programów i archaicznego modelu dydaktycznego. 

Do funkcji określonych przez prof. Nalaskowskiego dołączam kolejne. Wokół nich powinny zostać budowane programy i to one powinny przekonać rodziców do wartości szkoły. Na pewno tak sformułowane cele służą budowaniu szkoły w erze społeczeństwa informacyjnego. Po pierwsze, to miejsce zaspakajania potrzeb psychicznych ucznia. Bez akceptacji, zbudowania warunków do okazywania sobie szacunku, do przyjaźni, nie uda się zbudować w niej środowiska do uczenia się. Jeżeli nie poczujemy się w szkole bezpiecznie, nie uda się zaspakajać wyższych naszych potrzeb, w tym najważniejszej - potrzeby samorealizacji. Druga funkcja odwołuje się do stworzenia w szkole autentycznego miejsca uczenia się, poznania siebie, swoich silnych stron, rozwoju talentu i koncentracji na charakterze. Obecnie szkoła traci swoją dotychczasową funkcję przekazywania tylko wiedzy na rzecz samodzielnego pozyskiwania informacji, przetwarzania i tworzenia. Dziś szkoła to miejsce odkrywania strategii uczenia się, swoich preferencji i rozwijania osobistego kapitału. Dopiero po rozwinięciu tych warunków do uczenia się można mówić o trzeciej funkcji - o szkole jako miejscu rozwijania i kształtowania kluczowych kompetencji. Same kompetencje zostały szczegółowo zdefiniowane i opisane. Wokół nich budowanych jest wiele programów i projektów edukacyjnych. Do nich zalicza się nie tylko te przedmiotowe, ale takie jak umiejętność uczenie się, innowacyjność i przedsiębiorczość, a także kompetencje społeczne. Jeżeli więc jasno sformułujemy cele, a nie będziemy uparcie sprowadzać funkcji szkoły do przygotowania uczniów do egzaminów, tym szybciej stanie się ona rzeczywistym miejscem przygotowania odpowiedzialnych, samodzielnych, kreatywnych i skutecznych w działaniu obywateli. 

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Absolwenci rocznik 2012


Kameralnie, ale uroczyście pożegnaliśmy trzecią klasę liceum. Kameralnie było z dwóch powodów. W tym roku szkołę opuszczała najmniejsza w jej historii liczba uczniów. No i rodzice zrezygnowali z uroczystości, która tradycyjnie odbywała się w Sali Rycerskiej Zamku Książąt Pomorskich. Ale mimo kameralnej atmosfery udało się stworzyć podniosły nastrój, zachować cały dotychczasowy rytuał i kontynuować tradycję naszych szkolnych uroczystości. Zastanawiałem się, co mogę powiedzieć uczniom, którzy kończą jeden z ważnych etapów swojego życia? Dla nich w tym momencie najważniejszy. Próbowałem wyobrazić ich sobie za 20 - 30 lat. Będą wówczas u szczytu swoich zawodowych karier, aktywni i ciągle jeszcze pełni marzeń, przedsiębiorczy i gotowi na kolejne wyzwania. Ważniejsze dla mnie było jednak nie to, kim zostaną, jaki będą wykonywać zawód, ale jakimi ludźmi będą. Jakie wartości będą dla nich cenne, czym będą kierować się w codziennych wyborach. Najczęściej proponuję, aby w tym celu wykonać ćwiczenie i wyobrazić sobie uroczystość, której będziemy za kilkadziesiąt lat głównym bohaterem, która zgromadzi z naszego powodu setki ludzi. Przemówienia, które zostaną wygłoszone będą podziękowaniem za nasze cechy charakteru, za wkład w życie naszych najbliższych, przyjaciół i współpracowników. Uczestnicy będą mówić o naszych osiągnięciach, które podziwiają. Ta uroczystość i jej wyobrażenie to moment, w którym każdy może stworzyć sobie wizję swojego życia.   
Poprosiłem o taki myślowy eksperyment tegorocznych absolwentów. Chciałem, aby przez chwilę wyobrazili sobie taki moment i posłuchali wewnętrznego głosu. To specjalny czas, aby po raz kolejny przypomnieć o wartościach, które są dla nas ważne. Co każdy z nich chciałby o sobie usłyszeć w takim momencie? Nie tylko na twarzach absolwentów pojawiły się prawdziwe emocje. To moment, w którym odkrywamy najpiękniejsze cechy naszego charakteru i możemy poruszyć najgłębsze pokłady naszej duszy. To moment, w którym każdy może podjąć decyzję, aby takim się stać. 
Nasi tegoroczni maturzyści mają niezwykłą siłę. Może nie do końca ją sobie uświadamiają. Ale z punktu widzenia współczesnego pracodawcy są to niezwykle ważne kompetencje. Specjaliści nazywają je kompetencjami społecznymi, które budują kapitał społeczny. Jego deficyt odczuwamy boleśnie, a to przecież pozaekonomiczny czynnik rozwoju i modernizacji każdej gospodarki. Często o tym przypominam, bo w Polsce jest on niezwykle niski. Z tego też powodu mówię o sile, jaką posiadają nasi uczniowie. Potrafią ze sobą doskonale współpracować. Chcą rozmawiać, dyskutować i uczyć się od siebie. Toczą poważne spory i dochodzą do konsensusu. Jasno wyrażają swoje potrzeby, dotrzymują obietnic, przyznają się do błędów i starają się je natychmiast naprawić. Są otwarci na potrzeby innych, wrażliwi na krzywdę. Swoim zachowaniem wzbudzają zaufanie. Lubią ludzi, szanują ich i w niewymuszony sposób okazują to na każdym kroku. Każdy z nich ma swoje marzenia. Wie, czego chce i z pokorą pokonuje trudności i własne samoograniczenia. Wiem, że z takim podejściem do życia, optymizmem i wiarą we własne siły osiągną swoje cele. Będą szczęśliwi. Jest jednak jeden warunek. Muszą chcieć zrobić to, o czym marzą. Nie wystarczy wiedza o tym, co chcemy, ani umiejętność, jak to zrobić. Ważna jest decyzja, aby tak postąpić. Muszą mieć odwagę zrealizować to, co chcieliby usłyszeć o sobie za te 20 - 30 lat. Są to piękne, szczere i autentyczne pragnienia. Warto! Tym bardziej, że mają narzędzia, które im w tym pomogą i charakter, bez którego zrealizowanie marzeń byłoby niemożliwe. 



wtorek, 10 kwietnia 2012

Szkoła się cofa?


„Polska szkoła się cofa. Aby temu zapobiec należy zmienić system kształcenia i doskonalenia nauczycieli. Licea tkwią nie w XX, ale XIX wieku. Większość nauczycieli cały czas ogranicza się do suchej wiedzy. 19-letni uczniowie siedzą w ławkach jak siedmiolatki, słuchają nauczyciela, który stoi przed tablicą, a ich rodzice piszą im usprawiedliwienia. Tymczasem w dzisiejszych liceach powinny być wykłady, seminaria, warsztaty. Młodzi powinni nauczyć się samodzielnego zdobywania wiedzy."(Irena Dzierzgowska, fragm. wywiadu z 2006)
W jednym z wywiadów nieżyjąca już wiceminister dokonała diagnozy szkoły i jednocześnie wskazała sposób wyjścia z tego „zapętlenia”. Od tamtej rozmowy minęło już ponad 6 lat (to więcej niż trwała II wojna światowa). W tym czasie przeszkolono dziesiątki tysięcy nauczycieli, zorganizowano tysiące kursów, wprowadzono nową podstawę programową, wdrożono program pomocy psychologiczno - pedagogicznej, który miał zająć się nie tylko wyrównywaniem szans, ale umożliwić pracę z uzdolnioną młodzieżą. Przeprowadzono wiele konkursów na innowacyjne programy, powołano instytucję ds. rozwoju edukacji, zrealizowano wiele systemowych projektów finansowanych z funduszy europejskich. Niepokoi, że w tym kontekście wypowiedź pozostaje nadal aktualna. Jak na skalę zainwestowanych środków efekty są słabe. Do szkoły uczęszcza coraz liczniejsze pokolenie, dla którego nauka jest nieprzyjemnym obowiązkiem. Pracodawcy alarmują, że wyrasta generacja ludzi nieodpowiedzialnych i niesamodzielnych. Szkoła nie tylko się cofa, ale przede wszystkim oducza myślenia, refleksji i kreatywności. Jak to jest dziś? Zatrzymaliśmy się, czy ruszyliśmy do przodu, jak przekonują na swoich blogach kolejni ministrowie? A może nadal się cofamy? W Polsce cała energia urzędników koncentruje się przede wszystkim na treściach programowych, doskonaleniu egzaminów i systemu nadzoru. Lekarstwem ma być zmiana w szkolnictwie ponadgimnazjalnym. Czy będzie tak, jak z awansem zawodowym? Intencje słuszne, ale realizacja już nie. Na jego temat pojawiło się wiele krytycznych opinii. Wydawane na ten cel co roku publiczne pieniądze są zdaniem NIK zmarnowane. Jako dobrą analogię kontrolerzy wskazują państwowy egzamin lekarskich specjalizacji. Na przeciwległym biegunie znajduje się nieefektywny system awansu nauczycieli. Pozytywna ich weryfikacja dotyczy niemal 100%. Czy to znaczy, że jest tak dobrze? Może więc zrezygnujmy z farsy i automatycznie nadawajmy po wymaganym czasie kolejne stopnie awansu. Efekt będzie ten sam, ale za to wiele zaoszczędzimy. Czy lekarstwem na chorobę polskiej szkoły może być  inwestowanie w doskonalenie warsztatu nauczycieli? Nie zmieni i nie poprawi tej zapaści nowa podstawa programowa w szkołach ponadgimnazjalnych. Nie przypuszczam, aby pomógł w tym również program Cyfrowa Szkoła. Odbijamy się z tymi pomysłami od ściany do ściany. Będzie tak dalej, aż nie uświadomimy sobie źródła kryzysu polskiej szkoły. Jego powodem jest brak znajomości celu edukacji. Czy nauczyciele go znają? Czy ktokolwiek w MEN potrafi określić misję polskiej szkoły? Jak brzmi powód, dla którego w tysiącach szkół zasiada codziennie w ławkach tysiące uczniów przygotowywanych przez tysiące nauczycieli nadzorowanych przez tysiące urzędników? 
Chcemy mieć wykształcone elity intelektualne, które w przyszłości będą odpowiedzialnie, rozważnie i mądrze zarządzać krajem. Chcemy mieć szczęśliwe społeczeństwo, ale jednocześnie wszystkich kształcimy według jednego schematu. Masowa edukacja pod testowy klucz, tak jak masowa produkcja nie jest już sposobem na modernizację kraju. Dlaczego wystarczają nam oczekiwania rodziców, aby dobrze przygotować dzieci do egzaminów? Czy mamy satysfakcję, gdy uczniowie powtarzają za nimi, że szukają szkoły, która zrobi to najlepiej. Czy to wszystko, czego oczekuje się od szkoły? Nauczycielom nie pozostaje więc już nic innego, jak tylko uczyć pod testy, bo ocenę ich pracy wyznaczają bardziej listy rankingowe niż współczynnik edukacyjnej wartości dodanej.
Bez zmiany systemu trudno będzie oczekiwać zmian w efektywnym funkcjonowaniu szkoły, a w konsekwencji sprawnie funkcjonującego państwa. W tak zorganizowanej dzisiaj szkolnej przestrzeni nie widzę szansy na zmianę postaw uczniów, ani znaczącej poprawy poziomu edukacji. Nie są do tego bowiem przygotowani ani nauczyciele, ani uczniowie. Nie są do tego przygotowane również nasze szkoły. Chcemy, aby zarządzali nami ludzie o wysokim poziomie etycznym, ludzie skuteczni kierujący się powszechnie akceptowanymi zasadami i wartościami. Chcemy elit  z postawami opartymi na charakterze. Czy to możliwe, aby udało się to z dotychczas funkcjonującym systemem? Sformułowane wobec uczniów i nauczycieli oczekiwania bez określenia wizji edukacji i jej misji będą trudne do osiągnięcia.